ZAMACH


Wybierz interesujący się fragment tekstu:

Relacja księdza Dziwisza
Wyścig do kliniki
Co będzie dalej...
Świat modli się za Papieża
Dożywocie dla zamachowca
Kto naprawdę za tym stał?
Papież wie i wybacza
W szklanej klatce

Dnia 13 maja 1981 roku o piątej po południu na placu św. Piotra Papież jak zwykle jechał swoim białym jeepem i ściskał wyciągnięte do niego ze wszystkich stron dłonie. Właśnie oddał rodzicom dziewczynkę, którą podali mu do samochodu. Była prawie dokładnie ta pora dnia, co wtedy, gdy Karol Wojtyła został wybrany papieżem. Nagle usłyszano dwa strzały, gołębie wzbiły się w powietrze i zapadła przerażająca cisza. Tłumy zobaczyły jak samochód zawraca, a ks. Stanisław Dziwisz podtrzymuje bezwładnego Papieża. Twarz Ojca Świętego była kredowobiała, spokojna, na ustach wykwitł nikły uśmiech. Dopiero po chwili na placu rozległy się krzyki i szloch.

Relacja księdza Dziwisza  < do góry >
"...byłem tak wstrząśnięty, że nie od razu zrozumiałem. Wybuch pod samochodem? Huk był ogłuszający. Naturalnie, szybko zrozumiałem, że ktoś strzelał. Ale kto? I zobaczyłem, że Ojciec Święty został zraniony. Chwiał się, ale nie było widać ani krwi, ani ran. Zapytałem: "Gdzie?". Odpowiedział: "W brzuch". Spytałem jeszcze: "Czy bardzo boli?". Odpowiedział: "Tak". Stojąc za Ojcem Świętym, podtrzymywałem go, żeby nie upadł. Półleżał w samochodzie, oparty o mnie, i tak dojechaliśmy do ambulansu koło centrum sanitarnego wewnątrz murów watykańskich. Cały czas myślałem o jednym: konieczny jest szpital i musi to być Poliklinika Gemelli. Z dwóch przyczyn: klinika była przygotowana na taką ewentualność, a poza tym pamiętałem, że Ojciec Święty po swoim wyborze powiedział, że gdyby któregoś dnia potrzebował leczenia, pójdzie do szpitala jak każdy zwykły człowiek i że tym szpitalem mogłaby być Poliklinika Gemelli. Ojciec Święty oczy miał zamknięte, bardzo cierpiał i powtarzał krótkie modlitwy w formie aktów strzelistych. O ile dobrze pamiętam, to najczęściej: 'Maryjo, Matko moja! Maryjo, Matko moja!'".

Wyścig do kliniki  < do góry >
Od przeniesienia Papieża do karetki rozpoczyna się dramatyczny wyścig z czasem. Najpierw bowiem okazuje się, że Jan Paweł II jest nie w tej karetce, w której powinien. Ta pierwsza, stojąca przy kolumnadzie placu św. Piotra, nie ma pełnego wyposażenia. Przenosi się więc rannego do drugiej, zaledwie tydzień wcześniej ofiarowanej Watykanowi przez rzymskich lekarzy. Rusza ona wreszcie z piskiem opon i wyjącą syreną, ale ma przed sobą do pokonania drogę kompletnie zakorkowanymi ulicami Rzymu, drogę, na którą o tej porze dnia trzeba liczyć co najmniej pół godziny! Jeśli jeszcze dodać, że karetce nie towarzyszy - bo nie ma na to czasu - żadna eskorta, która może ułatwiać przejazd, że w trakcie jazdy psuje się ostrzegawcza syrena i kierowca może korzystać jedynie z normalnego klaksonu, dowiezienie Papieża żywego wydaje się nieprawdopodobieństwem. A jednak! Już po ośmiu minutach karetka hamuje przed kliniką.

Co będzie dalej...   < do góry >
Stamtąd uprzedzony już telefonicznie personel transportuje Papieża na dziesiąte piętro. Kolejne korytarze, windy i znów mija bezcenny czas. Na dziesiątym piętrze pierwsze konsylium i decyzja o natychmiastowej operacji. Ale sale operacyjne są piętro niżej, więc znów - na korytarz i do windy. Czas, czas! Ojciec Święty od chwili trafienia stracił już trzy i pół litra krwi. Jest 17.55, gdy zamykają się drzwi sali operacyjnej. Równocześnie do dziennikarzy dociera informacja, że Papież prawdopodobnie ma przestrzeloną trzustkę. Ten prawie wyrok śmierci zostaje uchylony dopiero o 18.47, gdy lekarze oficjalnie informują, że żaden z ważnych organów nie został uszkodzony. Kula, która ugodziła Papieża, minęła tętnicę główną zaledwie o milimetry. Gdyby arteria została uszkodzona, Jan Paweł II niemal natychmiast wykrwawiłby się na śmierć. Dramat trwa. W szpitalu nie ma jeszcze profesora Castiglioniego, dyrektora kliniki, a przede wszystkim znakomitego chirurga. W chwili zamachu jest w Mediolanie. Dopiero o 18.40 wsiada do samolotu lecącego do Rzymu i tylko przez radio udziela swoim współpracownikom pierwszych wskazówek. Operuje profesor Crucitti, też zresztą ściągnięty w ostatniej chwili z wizytacji pacjentów gdzieś w Rzymie. O 20.10 jest komunikat, że operacja przebiega pomyślnie, a o 20.50 - że dobiega końca. Ale to nieprawda - będzie trwała aż do 23.25, kiedy to profesor Castiglioni powie dziennikarzom, że lekarze zrobili już wszystko, co było możliwe, że teraz pozostaje oczekiwanie. I że nie ma żadnej pewności, co będzie dalej... Koło północy w sali reanimacyjnej Ojciec Święty budzi się z narkozy. "Czy odmówiliśmy kompletę?" - pyta się czuwającego przy łóżku ks. Dziwisza.

Świat modli się za Papieża  < do góry >
Tymczasem na placu św. Piotra wciąż pozostają tłumy, chciwe każdego komunikatu o tym, co dzieje się w Klinice Gemelli. Późnym wieczorem wiedzą już, że Papież jest operowany. Wiedzą, że pierwsza z wystrzelonych kul trafiła go w brzuch i przeszyła na wylot, po czym raniła ciężko stojącą z drugiej strony Ann Odre ze Stanów Zjednoczonych, a drugi pocisk drasnął łokieć Papieża i ranił 20-letnią mieszkankę Jamajki Rose Hall.
Liczni polscy pielgrzymi ustawiają przed pustym papieskim fotelem obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i kładą róże, które mieli dać Rodakowi na tej audiencji. Obecni na placu bezustannie się modlą, wielu płacze, wszyscy czekają na komunikaty ze szpitala. Tak samo jest nie tylko w Rzymie, nie tylko we Włoszech, ale w całym katolickim świecie: kościoły otwierają się na całą noc, by przyjąć setki tysięcy modlących się o życie Papieża ludzi. Niepewność trwa jednak aż osiem dni, bo dopiero 23 maja lekarze podpisują komunikat, że życiu Jana Pawła II nie zagraża niebezpieczeństwo. Wraca on do Watykanu dopiero 3 czerwca i w dodatku okazuje się, że musi przejść ponowną operację, co oznacza nowy pobyt w klinice od 20 czerwca do 14 sierpnia. Opuszcza ją zdrowy. Obie turystki też szczęśliwie wyzdrowiały.

Dożywocie dla zamachowca  < do góry >
Zamachowiec, Turek Ali Agca, został aresztowany na miejscu zbrodni, dzięki temu, że zaraz po strzałach rzuciła się mu dosłownie na kark stojąca w pobliżu młoda franciszkanka z włoskiego Bergamo, siostra Letizia, i uniemożliwiła mu ucieczkę. Agca krzyczał: "To nie ja, to nie ja". Oskarżonego o próbę zamordowania Papieża, zranienie dwóch turystek, nielegalne posiadanie broni, ukrywanie tożsamości oraz posługiwanie się fałszywymi dokumentami Agcę rzymski sąd przysięgłych skazał 22 lipca 1981 roku na karę najwyższą, czyli dożywocie. Ani Papież, ani Watykan nie skorzystali z prawa do wystawienia w procesie oskarżyciela prywatnego.

Kto naprawdę za tym stał?  < do góry >
Domysły i poszlaki na temat powiązań politycznych zamachowca i prawdziwych inspiratorów zbrodni nie ustają do dziś. Wiadomo co prawda, że Agca był związany z terrorystyczną turecką bojówką prawicową "Szare Wilki", a inny jej członek, Oral Celik, zbiegł z placu św. Piotra chwilę po zamachu, ale nie wyjaśnia to, dlaczego "Szare Wilki" miałyby chcieć śmierci Papieża. Najgłośniejszy i najbardziej prawdopodobny był tzw. trop bułgarski, zgodnie z którym zleceniodawcami Agcy miała być bułgarska komunistyczna służba bezpieczeństwa na polecenie (lub z inspiracji) radzieckiej KGB. W roku 1984 doszło nawet do oficjalnego oskarżenia przez włoskiego prokuratora generalnego trzech Bułgarów i pięciu Turków, ale sąd wszystkich ich zwolnił z braku dowodów winy. Po latach okazało się też, że amerykańska CIA dopuściła się zarówno tuż przed zamachem, jak i po nim karygodnych zaniedbań w pracy wywiadowczej: zlekceważono liczne sygnały ostrzegawcze oraz nie potrafiono właściwie zinterpretować uzyskanych informacji.

Papież wie i wybacza  < do góry >
Wątpliwości nie ulega natomiast postawa Jana Pawła II. Zaraz po operacji przebaczył zamachowcowi i nazwał go "bratem", zaś 27 grudnia 1983 roku udał się do więzienia Rebibbia, gdzie spotkał się z 400 więźniami. 20 minut spędził w celi z Ali Agcą, z którym rozmawiał w cztery oczy. Nikt nie zna treści tej rozmowy (choć fachowcy od czytania z ruchu warg twierdzą, że druga kwestia Papieża brzmiała: "Kto Pana posłał?"). Sam Papież powiedział, że stanowi ona ich tajemnicę. Wiadomo tylko, że jeszcze raz przebaczył swemu niedoszłemu zabójcy, zaś w lutym 1999 roku zwrócił się do prezydenta Włoch o jego ułaskawienie. Tak też się stało i Ali Agca 13 czerwca 2000 roku opuścił rzymskie więzienie. W 1992 roku nuncjusz papieski w Sofii oświadczył, że Papież "z pewnością zna całą prawdę" o inspiratorach zamachu, "lecz (...) nie ma zamiaru wyjawić tła sprawy. Jan Paweł II jest najgłębiej przeświadczony, że uszedł z życiem za sprawą cudu". I tak właśnie jest: Papież nieraz deklarował, że wie, iż życie zawdzięcza Matce Boskiej Fatimskiej, w której święto doszło do zamachu. Zaprzyjaźnionemu dziennikarzowi powiedział wprost: "Czyjaś ręka strzelała, ale Inna Ręka prowadziła kulę". W rok później Jan Paweł II przybył do Fatimy i złożył na ołtarzu pocisk, który go trafił. Kulę oprawiono w złotą i diamentową koronę Matki Boskiej Fatimskiej. Zakrwawiony pas od sutanny Papież przekazał w darze Matce Boskiej Częstochowskiej.

W szklanej klatce  < do góry >
Po zamachu otoczenie Papieża zdecydowało, że Ojciec Święty nie będzie więcej jeździł odkrytym samochodem, a jedynie specjalnym pojazdem z pancernymi szybami. Papież podporządkował się tej decyzji, ale nigdy nie ukrywał, jak jest z niej niezadowolony. A o "szklanej klatce", jak sam nazwał nowe papamobile, powiedział kiedyś Andre Frossardowi: "Wszystkie te środki ostrożności są daremne. Kiedy wychodzę ubrany na biało, stanowię cel, którego nie da się chybić".


Materiały pochodzą ze strony: http://ukaszku.webpark.pl/

Powrót do >>> Strona Główna


© 2003 Jasiek Knigawka