POJAZDY PAPIESKIE


Wybierz interesujący Cię temat:

Sediari pontifici znów mają pracę
Papież nie chce "kręgli"
Lancia zamiast mercedesa
"Czasem to i szybko"
Samochód - kaplica i pracownia
Incognito po Rzymie?
Kilometry spacerów
Papież już tam był
Kolej - kocie budziki
Pod specjalnym nadzorem
Samoloty zamiast salonki
Najważniejszy obiekt w powietrzu

Nie od dziś wiadomo, że Jan Paweł II chętnie korzysta ze zdobyczy techniki, gdyż zdaje sobie sprawę, iż pomagają mu one w pełnieniu jego misji papieża całego Kościoła. Toteż nikt specjalnie się nie dziwił, kiedy podczas ostatniej w 1999 roku środowej audiencji generalnej Ojciec Święty pojawił się w bazylice św. Piotra na ruchomej platformie.Ten nowy środek lokomocji zastosowano po to, aby Papież był lepiej widoczny dla pielgrzymów i mógł łatwiej się poruszać. Rzeczywiście Jan Paweł II przejechał główną nawę bazyliki znacznie szybciej, niż gdyby miał ją przebyć pieszo.

Sediari pontifici znów mają pracę  < do góry >
Ze zmiany najbardziej zadowoleni są tzw. sediari pontifici, pracownicy watykańscy, którzy do 1978 roku nosili sedia gestatoria, czyli lektykę, używaną przez poprzedników Jana Pawła II. Jak wiadomo na początku swego pontyfikatu Papież-Polak zrezygnował z tego środka lokomocji, co spowodowało rozgoryczenie tych, dla których noszenie Ojca Świętego było największym zaszczytem. Obecnie sediari pontifici znów mają pracę w bezpośrednim kontakcie z Papieżem, gdyż to właśnie oni podczas audiencji generalnych popychają platformę ze stojącym na niej Ojcem Świętym.

Papież nie chce "kręgli"  < do góry >
Zaraz na początku pontyfikatu próbowano znaleźć pojazd, który zastąpiłby sedia gestatoria. Pojawił się wówczas podest na kółkach, z którego Papież był lepiej widoczny, niż gdyby stał na podłodze. Przygotowano trzy takie wózeczki, ustawiane w głównym przejściu Auli Pawła VI w miejscach, z których Jan Paweł II pozdrawiał wiernych. Pojazdy, nazywane przez personel watykański "kręglami", nie zyskały jednak sympatii Papieża i ostatecznie zrezygnowano z nich po zamachu na jego życie w 1981 roku.
Ostatnio mówi się natomiast o możliwości użycia pojazdu o napędzie elektrycznym, w rodzaju meleksu, dzięki któremu Ojciec Święty mógłby poruszać się swobodnie po Watykanie. Rzymski dziennik "Il Messaggero" zamieścił nawet fotografię takiego pojazdu, pomalowanego na biało i z herbem papieskim na drzwiczkach, donosząc, że w Watykanie oglądano już trzy takie wehikuły.

Lancia zamiast mercedesa  < do góry >
Niemal w tym samym czasie, kiedy w bazylice św. Piotra zainstalowano ruchomą platformę, włoski Fiat - z okazji Roku Jubileuszowego 2000 i stulecia tego koncernu samochodowego - podarował Ojcu Świętemu wspaniałą lancię. Zastąpi ona mercedesa, ofiarowanego Janowi Pawłowi II w 1997 roku przez producenta. Samochód z tablicą rejestracyjną SCV1 (Stato della Cittá del Vaticano - Państwo-Miasto Watykan) jest unikatowym egzemplarzem wyprodukowanym przez Lancię. Nowa limuzyna, choć opancerzona, ma jednak podnoszony dach, aby Papież mógł udzielać wiernym błogosławieństwa.
Z tyłu samochodu jest tylko jedno miejsce siedzące - fotel dla Papieża. Dla jego sekretarza, biskupa Stanisława Dziwisza, przewidziano rozkładane siedzenie.

"Czasem to i szybko"  < do góry >
Wcześniej - jako biskup - Karol Wojtyła nie miał, rzecz jasna, takich luksusowych samochodów. Wprawdzie odziedziczył po swym poprzedniku na stolicy biskupstwa krakowskiego kardynale Sapieże eleganckiego granatowego chevroleta, jednak nie lubił nim jeździć, gdyż takie auto zupełnie nie przystawało do siermiężnej rzeczywistości lat 60. w PRL.
Pierwszym samochodem biskupa Wojtyły była poczciwa warszawa. Potem, jako metropolita krakowski i kardynał, korzystał z czarnej wołgi i dwóch opli. Jak wspominał w "Gościu Niedzielnym" dawny kierowca Karola Wojtyły, sędziwy obecnie pan Józef Mucha, na początku pracy na pytanie, jak ma jeździć biskup, odpowiedział mu: "Dobrze, abyśmy wszędzie dojechali cało i zdrowo", a po chwili dodał: "I czasem, jak trzeba, to i szybko".
Rzeczywiście Ojciec Święty nie boi się szybkiej jazdy. Kiedy w 1988 roku gościł w Modenie, bez wahania zgodził się odwiedzić słynną fabrykę Ferrari. Czerwonym samochodem tej marki, wieziony przez syna założyciela fabryki, okrążył tor we Fiorano koło Modeny.

Samochód - kaplica i pracownia  < do góry >
Wiadomo jednak, iż zarówno dawniej, jak i dziś, Ojciec Święty nie przywiązuje większej wagi do marki samochodów i w ogóle do luksusu. Od dawna auto było dla niego miejscem modlitwy i pracy. Już w pierwszym samochodzie pan Mucha zainstalował mu lampkę, dzięki czemu mógł czytać podczas podróży i sporządzać notatki. Krótko mówiąc, oprócz służenia jako środek lokomocji samochód bywa dla Karola Wojtyły kaplicą i pracownią.
Wspomina ojciec Andrzej Madej ze zgromadzenia oblatów, obecnie pracujący w dalekim Turkmenistanie. "Kiedyś kardynał Wojtyła odwiedził nas na oazie w Krościenku. Po spotkaniu żegnaliśmy go bardzo serdecznie. Ku naszemu zdumieniu zobaczyliśmy, że jeszcze samochód nie ruszył, kiedy kardynał zapalił lampkę, wysunął zainstalowany w aucie pulpit i zaczął pisać, choć jeszcze przed chwilą wokół niego było gwarno i tłoczno. To unaoczniło mi, iż jest on człowiekiem starającym się nie marnować w życiu ani jednej chwili".

Incognito po Rzymie?  < do góry >
Jedną z pierwszych decyzji nowego Papieża po wyborze w 1978 roku była rezygnacja z papieskiej lektyki, zwanej sedia gestatoria, w jakiej do tej pory noszono papieży. Papież z Polski nie chciał być noszony na rękach. Jeśli to tylko możliwe, chce wszędzie przybyć pieszo.
Niektórzy mieszkańcy Watykanu twierdzą nawet, że Jan Paweł II na początku pontyfikatu wymykał się bocznym wyjściem do miasta, by posłuchać, "co w trawie piszczy". Lino Marzioni, który furgonetką przywozi do Watykanu wodę mineralną, zaklina się, że pewnego dnia ujrzał przy bocznym wejściu przy Baszcie Mikołaja V samotnie opuszczającego pałac Papieża. Woziwoda, nie wiedząc, co począć, stanął wyprostowany, a Ojciec Święty uśmiechnął się i bez słowa poklepał go po ramieniu. Prawdopodobnie udał się w stronę domu pewnego biskupa, który dochodził do zdrowia po operacji.

Kilometry spacerów  < do góry >
W ciągu dnia do rytuału należy papieski spacer po wiszącym ogrodzie na dachu prywatnego apartamentu. Ten miniaturowy ogród, powstały za czasów Pawła VI, tworzą drzewa w donicach, pielęgnowane każdego ranka przez pałacowego ogrodnika, i mała fontanna z rybkami. Papież lubi tu spacerować samotnie.
Jednak nawet swoje "mieszkanie" Jan Paweł II przemierza, korzystając z technicznych udogodnień. Niegdyś, by udać się ze swojego apartamentu do Auli Audiencyjnej na spotkanie z wiernymi, wystarczyło, by pokonał odległość nie większą niż 250 metrów, czyli tyle, ile wynosi szerokość placu św. Piotra. Teraz jednak jest to już niezła wyprawa naokoło: Papież zjeżdża windą na Dziedziniec Sykstusa V na tyłach apartamentu, stamtąd samochodem jedzie w poprzek Dziedzińca św. Damazego, następnie przez Borgii dei Pappagalii, przejeżdża przez ulicę Fundamentów ku Hospicjum św. Marty i zatrzymuje się na tyłach Auli.
"Młodzi są uprzywilejowani, bo mają silne nogi i mogą długo chodzić. Ale ja też staram się nie poddawać i także chodzę" - mawia z lekką melancholią "krzepki góral".

Papież już tam był  < do góry >
Podobnie rzecz się ma z wyjazdami na pielgrzymki. Kiedyś papieże siedzieli zamknięci w Watykanie, nie wychodząc z niego nigdy. Więźniem Watykanu był przez wiele lat papież Pius IX i przez cały 25-letni pontyfikat - Leon XIII. Epoka ta zakończyła się za panowania Piusa XI, ale jego następcy w dalszym ciągu kontynuowali zasadę surowości życia i izolacji od reszty świata.
Kiedy papież Jan XXIII opuścił Watykan, by udać się na północ Włoch, uznano to za sensację. Jan Paweł II wie, że chcąc dotrzeć ze swoim przesłaniem do milionów wiernych, by przynieść im Ewangelię i natchnąć ich nadzieją, musi przybyć do nich osobiście. Przemierza więc każdego roku dziesiątki tysięcy kilometrów. Do chwili obecnej przebył już prawie tyle, ile wynosi odległość z Ziemi na Księżyc i z powrotem.
Kiedyś dziwiono się temu wędrowaniu. Pewien mały rzymianin, zapytawszy Ojca Świętego, dlaczego tak często opuszcza Watykan, usłyszał: "Bo tutaj nie ma całego świata". Dziś przyzwyczajono się już we Włoszech do ciągłych wyjazdów Biskupa Rzymu. Pojawiają się nawet na ich temat wciąż nowe anegdoty i dowcipy. Mówi się na przykład, że "pan Bóg jest wszędzie, a papież... już tam był".

Kolej - kocie budziki  < do góry >
Dużo rzadziej Papież podróżuje pociągiem, choć przez Watykan przebiega linia kolejowa. Ciekawa jest historia jej powstania. W pierwszej połowie XIX wieku papież Grzegorz XVI bronił się przed budową linii kolejowej w państwie kościelnym. Uważał, że może ona "w sztuczny sposób zmienić naturalny rozdział bogactw między ludźmi i krajami".
Kolej do Watykanu jednak poprowadzono, ale obecnie jest raczej atrakcją turystyczną. Niewielki dworzec przy ulicy dalla Stazione Vaticana przyjmuje niewiele pociągów. Pod słynnym wiaduktem z tarczą herbową papieża Piusa XI przejeżdżają głównie zestawy towarowe, gwiżdżąc niemiłosiernie i budząc popłoch wśród wygrzewających się na słońcu kotów.
Jan Paweł II korzysta także z kolei. Nie zdarza się to jednak często. Pociągiem przejechał na przykład w 1983 roku z lotniska w Gatvick pod Londynem na dworzec Victoria w centrum miasta.

Pod specjalnym nadzorem  < do góry >
Po zamachu na życie Ojca Świętego ochronę znacznie wzmocniono. Wszystkie papapmobile wyposażono w kuloodporne szyby i dokładnie zamknięto ze wszystkich stron. Jan Paweł II buntował się, że nie ma z tej "klatki" kontaktu z rzeszami wiernych, ale troska o jego bezpieczeństwo wzięła górę.
Samochody nie służą Papieżowi zbyt długo. Przeciętnie użytkuje się je dwa lata. Potem są przekazywane do muzeów albo sprzedawane na aukcjach. Dochód z nich zasila fundusze dobroczynne.
Papieskie samochody mają specjalne numery rejestracyjne - czerwone litery na białym tle. Oficjalne, państwowe auta posiadają litery SVC (Państwo--Miasto Watykan), natomiast dla pozostałych aut pracowników wprowadzono w 1987 roku tablice z literami CV (Miasto Watykan). Wszystkie niepapieskie rejestracje mają czarne litery na białym tle.
Ciekawostką dla amatorów motoryzacji jest watykańskie Muzeum Powozów, powstałe na życzenie Pawła VI. By do niego wejść, trzeba mieć specjalne pozwolenie. Muzeum znajduje się w podziemiach pod kwadratowym dziedzińcem naprzeciwko Pinakoteki. W jego zbiorach znajdują się stare berlinki papieskie i kardynalskie, konne landa z opuszczaną budą, powozy miejskie i podróżne, pierwsze papieskie samochody, a nawet misternie wykonana miniatura samolotu, którym Paweł VI w 1965 roku po raz pierwszy przeleciał nad Atlantykiem.

Samoloty zamiast salonki  < do góry >
Najczęściej wykorzystywanym przez Jana Pawła II pielgrzymkowym środkiem lokomocji jest samolot. Pierwszy raz w swoim życiu Karol Wojtyła wsiadł do samolotu w Warszawie i przeleciał do Krakowa w czerwcu 1962 roku, tuż przed wyborem na wikariusza kapitulnego. Od tego czasu lata coraz więcej. Na sesje soboru watykańskiego, w odwiedziny do Episkopatów Europy, Ameryki, Australii...
Papież nie ma własnego samolotu. Włoskie linie lotnicze Alitalia, gdy wyrusza na pielgrzymkę, oddają mu do dyspozycji swoje maszyny, zaś powrót odbywa zawsze samolotem państwa, w którym Ojciec Święty gościł. Dlatego z Polski powraca odrzutowcami LOT-u.
Wnętrze papieskiego samolotu jest podzielone na trzy części. Pierwsza, najmniejsza, przeznaczona jest dla Ojca Świętego. Urządzona jest bardzo skromnie: cztery wygodne fotele, niewielki stoliczek. W niczym nie przypomina wytwornych salonek, którymi podróżują głowy państw. Gdy podróż jest bardzo długa, Pielgrzym ma do dyspozycji także niewielkie łóżko. Jan Paweł II zajmuje zwykle miejsce przy oknie, nad którym wisi krzyż.
Drugą, większą część pośrodku pokładu zajmuje papieska świta, czyli najbliżsi współpracownicy z Watykanu, osoby towarzyszące oraz Gwardia Szwajcarska. W ostatniej części przebywają dziennikarze, relacjonujący podróż.

Najważniejszy obiekt w powietrzu  < do góry >
Przy starcie papieski samolot otoczony jest niezwykłą eskortą. Po pasie startowym pędzą na sygnale opancerzone transportery, a z ich wieżyczek wyglądają czujnie uzbrojeni po uszy karabinierzy. Obstawa odjeżdża, kiedy samolot odrywa się od ziemi. Papieski samolot stanowi podczas lotu najważniejszy obiekt w światowej przestrzeni powietrznej, co oznacza, że ma absolutne pierwszeństwo i otacza go specjalna troska wszystkich służb.
Na początku swego urzędowania Jan Paweł II często jeździł samochodem po Rzymie. Obecnie jednak stanie w wielokilometrowych korkach, tworzących się praktycznie w każdym miejscu miasta, zabierałoby zbyt wiele czasu. Byłoby też wielce nierozsądne ze względu na bezpieczeństwo Ojca Świętego. Dlatego też zarówno na międzynarodowe lotnisko Fiumicino, jak i krajowe Ciampino Papież udaje się teraz zawsze helikopterem.
Podczas krótkich podróży na terenie Włoch używa helikopterów 31. Eskadry włoskiego lotnictwa wojskowego. Tym środkiem lokomocji dostaje się też zwykle do swojej letniej rezydencji w Castel Gandolfo.
Lądowisko dla śmigłowców, zwane oficjalnie Helicopterorum portus, znajduje się w najdalej wysuniętym punkcie Ogrodów Watykańskich. Powstało w 1976 roku na polecenie papieża Pawła VI. On jednak skorzystał z niego zaledwie cztery razy.
Helikoptery są nieodzownym elementem każdej papieskiej pielgrzymki. Jan Paweł II tym właśnie środkiem lokomocji przemieszcza się z miejsca na miejsce, a najważniejsze osoby towarzyszące latają wraz z nim. Przeważnie w każdym kraju do dyspozycji Gościa jest kilka śmigłowców.


Materiały pochodzą ze strony: www.muzeumwspomnien.pl/index.php

Powrót do >>> Strona Główna


© 2003 Jasiek Knigawka